Roswell Tresckow, 41
ojciec, pisarz
Chodź do mnie, rozbierz mnie od słowa do słowa, aż będę przed Tobą nagi recytował upiorne wiersze zakazanych poetów. Chodź do mnie, a pokażę Ci ostrość wszystkich barw skrywanych od dekady. Chodź do mnie, zabiorę Cię na mój początek, z którego paliczki moje i żebra obserwować będziemy zlęknieni. Chodź do mnie, jestem Ci przecież najbliższy, najdroższy. I choćbym miał podciąć żyły światu, dla Ciebie zawsze będzie on w jednym kawałku, bo przecież to ja jestem Himalajami, Morzem Czerwonym, jestem Ameryką i Kambodżą. Jestem więc wszystkim, czego tylko byś nie szukał, każdym złamaniem kolorów, każdym wartkim strumieniem, wypaloną zapałką, zwęgloną kartką papieru. Chodź więc do mnie, znajdź dla mnie miejsce pod opuszkami swoich palców. Zawalcz dzielnie, bo mogę uciekać i krzywdzić, ale wiedz, że nie uciekam od Ciebie tylko dla Ciebie, nie krzywdzę Ciebie tylko dla Ciebie. Bo Ty jesteś w epicentrum wszechświata, gdzie moje dobro spotyka się ze złem, rozstrzygając między sobą czy dzisiaj będę Twój, czy poczekamy do jutra.
Philip Lip Tresckow, 19
syn marnotrawny, piercer
Życie na krawędzi, pragnienie ciągłego dreszczyku emocji i wszystko to, co moralnie niedozwolone - właśnie to nim rządzi.
Dawniej gonił tylko za tym, by w czymkolwiek dorównać własnemu ojcu. Chciał być poważny i dojrzały jak on, chciał pisać jak on, mówić, wyglądać, chodzić jak on… Wreszcie porzucił to płonne pragnienie włącznie ze szkołą i domem, na rzecz bardziej realnych marzeń. Wystarczyło uciec, zaszyć się pod mostem, a później uczepić się kurczowo przypadkowo poznanych ludzi, żeby od podstaw stworzyć własne Ja i w pełni je zaakceptować. Jednak pomimo to wciąż coś się w nim tliło, a pod żebrami czuł znajome kłucie, gdy myślał o tym, kim chciał być wcześniej.
I stąd niespodziewany powrót do rodzinnego domu, znoszenie żalu matki i to dziwne, tak bardzo trudne do określenia uczucie, gdy ledwie tylko krzyżuje z ojcem spojrzenie.
Spogląda na pusty dokument tekstowy, a dłonie spoczywające na klawiaturze trzęsą się w złości, wprowadzając go w podły nastrój. Furia powoli opanowuje jego ciało, przejmując kontrolę nie tylko na rękoma, ale i umysłem, przez co z impetem zatrzaskuje laptopa i odsuwa się od drewnianego, starego biurka, machinalnie łapiąc za otwartą butelkę whisky. Klnie siarczyście pod nosem, chodząc po pomieszczeniu, jakby dodatkowo wykonywane kroki miały pomóc mu zdobyć pokłady weny. Dzwoni telefon, wyprowadza go z rytmu, a wiadomość, którą słyszy, jedynie wzmacnia to uczucie - zebranie się przeciąga, pracy jest zbyt wiele, żona nie wraca na noc. To trzeci raz w tym tygodniu, Roswell zaczyna powoli wierzyć, że kobieta najzwyczajniej w świecie go unika.
OdpowiedzUsuńIlość alkoholu negatywnie wpływa na mobilność mężczyzny, przyprawia go o lekkie zawroty głowy i sprawia, że wychodząc z pokoju musi przytrzymać się framugi. Zamyka gabinet na klucz, a sam udaje się do łazienki, szczerze licząc na to, że zimna woda pomoże mu wrócić do stanu używalności. Przez piętnaście minut stoi pod prysznicem z czołem przyklejonym do kafelek. Wciąż jednak chce urwać komuś głowę, a piękne słowa wcale się nie pojawiają. Wyciera się niedbale, obwiązuje biodra ręcznikiem i siada na kanapie, przeczesując wilgotne włosy. Słyszy kroki i odwraca się zdziwiony.
- Nie wiedziałem, że jesteś w domu - rzuca od niechcenia, sekundę później wzrok wbijając w wyłączony telewizor. Sięga po paczkę papierosów leżących na stole i odpala jednego, zaciągając się mocno dymem. - Mama dziś nie wraca - informuje go jeszcze.
Pomimo tego, iż zdecydował się wrócić do domu, tym samym dobrowolnie ukrócając sobie tamtą pełną samowolę, to i tak większość czasu spędza na zewnątrz. Dzięki poznanym ludziom ma pracę, która w dużym stopniu go pochłania i jest temu wdzięczny, bo chociaż przez osiem godzin może zwinnie wymykać się uciążliwie nawracającym myślom, które przerażają, gdy zostaje z nimi sam. One są obsesyjne, chore i w jego pojmowaniu niedorzeczne i wstydliwe. Wstyd jest nowością, czymś zupełnie dotąd nieznanym, dlatego zamiast się z nim mierzyć, Philip woli uciekać, póki ma taką możliwość. Szczerze żałuje tego, że dzisiejszy dzień ma zupełnie wolny, ale to nie powstrzymuje go od wyjścia z domu. Większość popołudnia spędza u przyjaciół i wlewa w siebie alkohol, byle tylko porządnie się znieczulić oraz opóźnić powrót. Ten następuje pod wieczór, co Lipowi wydaje się być jak najbardziej na rękę. Udaje mu się nawet wślizgnąć do mieszkania niepostrzeżenie... albo tak mu się tylko wydaje. Gdy spotyka się ze spojrzeniem ojca wie już, że nie powinien był ufać swojej pijanej intuicji. Na słowa reaguje skinieniem głowy, ale dla psychicznego komfortu decyduje się oprzeć o framugę, by utrzymać pion.
OdpowiedzUsuń- Ostatnio często ma tyle roboty - odpowiada całkiem rześko, choć o spożytym alkoholu może informować niezbyt adekwatny do sytuacji uśmiech.
Nie widzi jego twarzy, kiedy ten się odzywa, toteż traci szansę, by zorientować się w stanie (nie)trzeźwości syna. Może gdyby był świadom tego faktu, nie czułby się tak zobligowany do trzymania fasonu. W tym momencie niewiele interesuje go, co dzieje się z Rosie; równie dobrze mogłaby pieprzyć się z połową firmy. Sam nie wie, skąd w nim tyle obojętności. Kiedyś był gotów zrobić dla tej kobiety wszystko - obecnie zmusza się do przebywania z nią w jednym pomieszczeniu.
OdpowiedzUsuńKilka kropel spływa z jego włosów wprost na klatkę piersiową, ale oprócz nagłego chłodu, Roswell nie czuje w związku z tym żadnego dyskomfortu ani tym bardziej, potrzeby zacierania śladów wziętego prysznica. Woda ciurkiem pokonuje odległość pomiędzy jego torsem a brzuchem, po czym wsiąka w materiał ręcznika, pozostawiając po sobie jedynie mokrą smugę.
- Chcesz obejrzeć jakiś film? - pyta, zmieniając temat na dużo dogodniejszy. Prawdopodobnie powinien pomyśleć o ubraniach, ale trzeźwe myślenie nie jest jego mocną stroną, skoro wlał w siebie zaskakująco dużą ilość alkoholu.
W pierwszej chwili chce odmówić i już otwiera usta, jednak zaraz skutecznie się przed tym powstrzymuje, bo w gruncie rzeczy nie chce przepuścić okazji spędzenia czasu z własnym ojcem, który wydaje się być jeszcze bardziej idealny, niż był jeszcze parę lat temu... i tu znów następuje zachwianie, wątpliwość, czy aby nie powinien był wykręcić się i ulotnić do swojego pokoju, spróbować zasnąć i przede wszystkim wytrzeźwieć, żeby uniknąć wygłupienia się. Sprzeczne odczucia targają jego wnętrzem na wszystkie możliwe strony i choć skupia się na tym, by jednak odejść, to na przekór samemu sobie rusza w przód i zbliża się do kanapy, gdzie siedzi ojciec.
OdpowiedzUsuń- Chętnie - wypowiada jeszcze z tym, że bardziej kieruje ten zwrot do siebie, jakby chciał upewnić się w tym, co właśnie robi. Dopiero wtedy zajmuje miejsce obok, zachowując lekki dystans pomiędzy nimi. - Obejrzałbym jakiś głupi horror - wypala po chwili i przeniesienie spojrzenia z torsu na twarz ojca, zajmuje mu chyba odrobinę zbyt wiele czasu.
Rzuca pilot na cudze kolana, tym samym dając mu do zrozumienia, że może wybrać, co tylko chce. W jego opinii mogliby oglądać równie dobrze mecz siatkówki, jak i kreskówki. Jest zbyt pijany, by zdecydować na co ma ochotę. a tym bardziej, by zwrócić uwagę na to, co dzieje się na ekranie.
OdpowiedzUsuń- Dawno nie mieliśmy dla siebie czasu - rzuca, niedbale przeczesując przydługie już włosy. Drapie się po karku, rozmasowując go delikatnie, stwierdzając z zaskoczeniem, że jest nadzwyczaj spięty. Spogląda na syna kątem oka, po czym w spokoju wbija wzrok w telewizor; to bezpieczniejsze i mniej podejrzane, trudniej wyłapać pijaństwo.
Niemal od razu chwyta pilot i przystępuje do przełączania kanałów. Na słowa, które słyszy w międzyczasie reaguje jedynie skinieniem głowy. Nie do końca wie, co mógłby w tym temacie powiedzieć, skoro gdzieś wgłębi siebie odnajduje poczucie winy za to, że uciekł z domu byle dalej od własnych uczuć.
OdpowiedzUsuńPróbuje skupić się na miarowo migającym ekranie, by tylko nie patrzeć na ojca. To okazuje się być niezwykle trudne, skoro czuje go obok: samą jego obecność i zapach. Woń żelu pod prysznic idealnie łączy się ze specyficznym zapachem whisky, co z powodzeniem rozprasza Philipa. Nie znajduje w telewizji niczego, co mogłoby go wystarczająco zainteresować, więc porzuca dalsze poszukiwania na jednym z kanałów muzycznych. Wtedy też przegrywa walkę z samym sobą i rozsiada się na kanapie bokiem, żeby móc swobodnie patrzeć na ojca.
Unosi brwi w lekkim zdziwieniu, kiedy wybór Philipa pada na kanał muzyczny. Chrząka rozbawiony, drapiąc się po karku i rzuca wesoło:
OdpowiedzUsuń- Fakt, głupi ten horror.
Spogląda na niego całkowicie niewinnie, pełen młodzieńczej werwy, która wciąż, pomimo wieku, siedzi w nim głęboko zakorzeniona. Pomimo przepitej twarzy, wciąż jest w stanie wykrzesać z siebie wszystkie najlepsze cechy, dzięki którym rozkochiwał w sobie dziewczęta od szkoły średniej.
Nie odrywając od niego wzroku, oblizuje spierzchnięte wargi, szczerze żałując, że nie pomyślał o przyniesieniu sobie piwa z lodówki. Z niechęcią spogląda w stronę kuchni, stwierdzając od razu, że to za daleko, żeby się ruszyć.
- Młody, skocz po browar - mówi odrobinę poważniej, doskonale zdając sobie sprawę, jak wielką presję potrafi wywoływać w młodych, niepewnych umysłach.
Milczy, słysząc komentarz ojca. Uśmiecha się jedynie, jakby trochę nieobecnie, ponieważ zbyt wiele uwagi poświęca obserwowaniu go; na śledzeniu spojrzeniem każdej kropli wody, która spływa mozolnie po jego idealnym ciele. Wyrywa się z tego transu, gdy słyszy kolejne słowa. I oczywiście, że zaraz dźwiga się z kanapy i idzie po to cholerne piwo.
OdpowiedzUsuńI choć w pierwszej chwili czuje jakąś bliżej nieokreśloną wdzięczność, że chociaż przez moment będzie mógł skupić myśli na czymś innym, to zaraz obrywa w tył głowy rozczarowaniem. Nietrzeźwy umysł podsuwa mu masę różnych scenariuszy do zrealizowania, więc zamiast ochłonąć podczas otwierania piwa, tylko bardziej się nakręca.
Wraca, obchodzi kanapę i zamiast usiąść na wcześniej zajmowanym miejscu, staje przed ojcem. Patrzy na niego z góry, przy czym z jego własnych oczu ciężko cokolwiek wyczytać. Pociąga kilka łyków prosto z butelki, następnie wręcza mu ją i bez zbędnych pytań, ani ostrzeżeń siada na jego udach okrakiem. Ma gdzieś wszelkie, możliwe konsekwencje oraz to, co on może o nim pomyśleć, gdy układa dłonie na jego twarzy i przyciąga do pocałunku.
Czeka na swoje piwo, zniecierpliwiony raz po raz oblizując wargi, na których wciąż wyczuwa smak alkoholu. Doprowadzenie się do podobnego stanu ostatnimi czasy staje się coraz łatwiejsze; kontrola ucieka i pozostawia go w patosie, bo przestać nie ma zamiaru, a pozostanie w pijackiej aurze też nie wydaje się zbyt rozsądnym rozwiązaniem. Musi zacząć pisać, wziąć się w garść, bo oprócz godności straci też fundusze, a to zablokuje ruszenie się w jakąkolwiek ze stron. Marszczy delikatnie brwi, bo do myśli przebija się widok syna spijającego mu piwo. I już ma coś powiedzieć, zbesztać go, gdy butelka ląduje w jego dłoni, a za nią, syn na kolanach. Jest tak zaskoczony, że brak mu odpowiedniej reakcji; siedzi więc wpatrzony w niego z tym idiotycznym wyrazem twarzy, jakby właśnie ktoś złamał mu przypadkiem nos albo wylał barszcz na nową koszulę. A potem chłopak zbliża się niebezpiecznie, kończąc tym samym swoją niewinność, swoje dzieciństwo w tym domu.
OdpowiedzUsuńTym razem Roswellowi nie brakuje zwinności ani tym bardziej oleju w głowie. Zaciska palce na materiale koszuli syna, mocno marszcząc ją tuż przy obojczykach, po czym odciąga go od siebie, zrzucając na kanapę obok siebie. Sam zrywa się z miejsca jak oparzony, machinalnie przecierając usta dłonią. I choć umysł reaguje prawidłowo, ma wrażenie, że ciało zupełnie mu się nie podporządkowuje, co przeraża Tresckowa do tego stopnia, że zaczynają trząść mu się umięśnione ramiona.
- Co ty odpierdalasz – warczy, nie wiedząc czy to pytanie, czy tylko idiotyczne stwierdzenie. -
Zapach whisky z tak bliska uderza w jego nozdrza niemal od razu. Następnie czuje, jak palce ojca zaciskają się na materiale koszuli, a ledwie kilka sekund później następuje mocne pchnięcie i siedzi znów na kanapie. Nie wie co powiedzieć, bo wszystko dzieje się zbyt szybko, by mógł swobodnie za tym nadążyć.
OdpowiedzUsuńPatrzy na twarz ojca nie ruszając się z miejsca i najpierw zmusza się do uświadomienia sobie, czy jeszcze przed chwilą rzeczywiście czuł jego usta własnymi. Na niczym innym nie potrafi się w tym momencie skupić, więc brnie spojrzeniem niżej i bez problemu dostrzega drżenie jego mięśni; to, że cały jest spięty. W jakiś chory sposób go to podnieca i wcale nie chce nad tym specjalnie rozważać.
Wstaje i zadziera głowę odrobinę, by móc spojrzeć mężczyźnie prosto w oczy. Wariuje. Całkowicie. Szaleje na jego punkcie i nie potrafi dłużej tego w sobie dusić. Podejmuje jeszcze jedną próbę, tym razem bardziej świadomą, by mieć pewność, że zapamięta to, cokolwiek miałoby się nie wydarzyć. Z pewną dozą ostrożności układa dłonie na wciąż wilgotnym torsie i kolejny raz burzy pomiędzy nimi cały dystans, przysuwając się i składając kilka delikatnych pocałunków wzdłuż idealnie odznaczającego się obojczyka.
Zazwyczaj nie musi powtarzać dwa razy. Wyrobienie sobie odpowiedniej reputacji zajęło mu trochę czasu, ale pewien był, że to co mówi nie jest kwestionowane. Przynajmniej do teraz. Czyżby nie dał jasno do zrozumienia, że próby Lipa są idiotyczne i nie mają większego sensu? A przede wszystkim, że nie mają racji bytu? Bo nie mają. Powodów ku temu są tysiące. Roswell spogląda na chłopaka i wynajduje ich więcej niż mógłby przypuszczać, na czele stawiając ten najbardziej oczywisty: to jego syn. Ten wydaje się jednak nie zwracać najmniejszej uwagi na ich pokrewieństwo, na fakt, że obaj są mężczyznami, że dzieli ich kolosalna różnica wieku, że ma żonę, że sam jest jeszcze niedojrzałym, przepełnionym hormonami dzieciakiem. To go przytłacza, jakby ktoś przybił go do krzyża, załadował po brzegi ciężkimi ładunkami, byle tylko się ugiął. I ma wrażenie, że coś w środku pragnie tego, by się uwolnił, zapomniał o konsekwencjach, o kretynizmie sytuacji. To alkohol w jego żyłach kusi smukłością młodego ciała, wie o tym. Chryste, gdyby tak pozwolił by te długie palce błądziły, by usta całowały... byłby skończony.
OdpowiedzUsuń- Lip... - zaczyna, zatrzymując jego dłonie w swoich, wykonując gwałtowny krok w tył. - To niestosowne.
Nie potrafi teraz myśleć o stopniu pokrewieństwa, o znaczącej różnicy wieku, ani o tym, że to wszystko jest obrzydliwie popieprzone i chore do granic możliwości. Zamiast własnego ojca widzi przed sobą cholernie przystojnego mężczyznę. Mężczyznę, który w niewytłumaczalny sposób przyciąga go do siebie jak magnes; który intryguje za każdym razem, gdy spojrzy mu w oczy. Brnie w to więc, odrzucając za siebie resztki zdrowego rozsądku.
OdpowiedzUsuńZbliża się znów, pewniej niż dotychczas i udaje mu się uwolnić jedną rękę z czego od razu zmyślnie korzysta. Przesuwa palcami niżej i zatrzymuje je na wysokości bioder, dokładnie tam, gdzie wyczuwa miękki ręcznik. Przez cały czas uważnie przygląda się oczom i szuka w nich potwierdzenia.
- Pieprzmy to, proszę... - wypowiada cicho, prawie szeptem i mówiąc to sięga ustami do jego torsu i zahacza palcem o ręcznik, który rozwija się, by zaraz potem mógł opaść na podłogę.
Dzieciak jest albo głuchy, albo stracił rozum, bo wydawać by się mogło, że nic do niego nie dociera. Czyżby mu właśnie nie odmówił? Dwukrotnie? Wnętrze Roswella trzęsie się i to nie z podniecenia tylko ze złości. Lip rozbudza w nim skrywane od wielu lat ciągoty, których przecież wyzbył się tylko po to, by stworzyć normalną relację, założyć rodzinę. I gdyby to był ktokolwiek inny, pieprzyłby wszystkie dotychczasowe obietnice tylko dlatego, że jego kutas staje na baczność. Teraz, kiedy ma przed sobą swojego syna, z niewytłumaczalnych powodów próbującego dobrać mu się do krocza, jego głowa eksploduje wątpliwościami na każdym polu.
OdpowiedzUsuńOdsuwa się gwałtownie, tym samym pozbawiając się jedynej ochrony w formie ręcznika, który pozostaje w dłoni chłopaka. To nie ma jednak żadnego znaczenia. Oblizuje spierzchnięte wargi i szybkim krokiem udaje się w stronę gabinetu. Wchodzi do środka, zamyka drzwi na klucz i opiera się o chłodne drewno swoim czołem. Oddycha zbyt ciężko, za bardzo biorąc do siebie to, co właśnie się stało. Niech tylko się nie zbliża, błaga w myślach, siadając na obracanym fotelu. Robi mu się zimno, ale skoro jest w stanie ignorować podniecenie, temperatura również nie powinna być problemem.
Nie rusza się z miejsca, gdy mężczyzna odskakuje od niego gwałtownie. Kolejny raz zresztą. I choć w pierwszym odruchu chce za nim podążyć, dokończyć to, co zaczął, zwyczajnie nie potrafi. Doskonale widział jego wzwód i wie, że sam do niego doprowadził. Trzyma się tej myśli kurczowo, jakby od tego miało zależeć jego życie i mimo wszystko czuje satysfakcję.
OdpowiedzUsuńPodnosi ręcznik do twarzy, dotyka go ustami, wciąga zapach nozdrzami. Satysfakcja.
Nazajutrz zachowuje się zupełnie normalnie, jakby nic się nie wydarzyło wczorajszego wieczora. Schodzi do kuchni, wita się z matką i wyręcza ją przy parzeniu kawy. Następnie siada przy stole z telefonem w dłoniach i całą uwagę skupia na ekranie, przeglądając Facebooka i odpisując na prywatne wiadomości.
Ma wrażenie, że mija wieczność zanim w końcu wzwód mija, a on jest w stanie się położyć. Nie idzie jednak do swojej sypialni. Zasypia w fotelu z głową opartą o twarde biurko i choć jest niewygodnie, wydaje się to być zdecydowanie lepszą opcją niż możliwa konfrontacja z synem. Budzi się zaskakująco wcześnie, wskakuje pod prysznic i spędza tam prawie pół godziny, udając że reguluje temperaturę wody. W rzeczywistości stara się jedynie pozbyć z głowy natrętnych myśli. Po wszystkim wraca do gabinetu i pierwszy raz od tygodnia jest w stanie napisać coś z czego jest dumny. Z satysfakcją przypatruje się zapisanym zdaniom, zapisuje dokument, a potem wychodzi na kawę. Żona i syn już tam są, jak gdyby nigdy nic zajęci swoimi sprawami, a głowa Roswella znów staje się kopalnią niewygodnych myśli.
OdpowiedzUsuńNalewa sobie kawy, kątem oka spogląda na Lipa, a później wita się z żoną. Dużo czulej niż zwykle, czuje od niej wino wypite poprzedniej nocy i tego chłopaka, z którym sypia od kilku miesięcy. Nic nie mówi, przyzwyczajony na tyle, by całkowicie ignorować beznadziejną sytuację, w której się znajdują.
Spogląda znad telefonu na ojca, witającego matkę i zaciska szczękę odruchowo na ten widok. Mimowolnie przypomina sobie o tym, co działo się wczoraj i tylko nie jest do końca pewien, co dokładnie jest prawdą, a co zwykłą fantazją napędzaną wciąż i wciąż przez pół nocy. Zaraz jednak powraca do wirtualnego świata i dogaduje szczegóły dzisiejszego dnia w pracy. Chce spędzić tam możliwie jak najwięcej czasu, byle tylko uniknąć podobnych scen między rodzicami - nieważne jak bardzo fikcyjnych. Ma zamiar wrócić dopiero pod wieczór, podobnie jak wczoraj. Wie już, że matki znów nie będzie i tej myśli postanawia się trzymać.
OdpowiedzUsuńPóki co dopija swoją kawę, po czym wstaje od stołu i wychodzi przed dom, by zapalić. Nigdy nie robi tego w domu, w obecności Rosie.
Odprowadza syna wzrokiem całkiem machinalnie, ledwo rejestrując fakt, że Rosie przygląda mu się znad kubka z kawą. Ignorowanie jej ostatnimi czasy wychodzi mu fenomenalnie. Kiedy zostają sami, odpowiada na dwa jej pytania dotyczące postępów w pisaniu książki oraz planów na dzisiejszy dzień. Później, czując przytłoczenie jej obecnością, informuje, że wychodzi. Głupotę tego pomysłu zauważa dopiero na schodach. Klnie pod nosem, ale jest już za późno by zawrócić. Staje więc obok Lipa, wyjmuje papierosy i odpala jednego, mocno zaciągając się dymem. Przed oczami staje mu wczorajszy wieczór i zasadnicza kwestia: czemu nie wypił więcej?
OdpowiedzUsuń- Dobrze spałeś? - wyrzuca z siebie, oblizując spierzchnięte wargi. Wraz z pomysłami na rozmowę traci chyba rozum, bo zamiast odwlec rozmowę o tamtej idiotycznej sytuacji, doprowadza do niej nieuchronnie, jak pieprzony masochista. To chyba pisarska maniera, kurwa.
Kątem oka zauważa, że drzwi frontowe się otwierają i po części spodziewa się zobaczyć w nich ojca. Nie myli się. Uśmiech satysfakcji rozciąga jego usta, jednak nie podnosi wzroku, póki Roswell nie decyduje się przemówić.
OdpowiedzUsuńPytanie, jakie słyszy wydaje mu się być do reszty niedorzeczne, a mimo to spogląda na ojca z sympatią.
- Wyśmienicie - odpowiada krótko i zaciąga się resztką swojego papierosa. O tym, że kłamie, mogą świadczyć jedynie wyraźne cienie pod oczami i nic ponadto. - A ty? - zadaje pytanie w ramach rewanżu i wcale nie spodziewa się usłyszeć prawdy. Nie daje mu jednak chwili na odpowiedź, skoro zaraz rzuca kolejnym. - Czy kolczyki w sutkach serio uchodzą za pedalskie? - Wraz z tymi słowami rzuca niedopałek na ziemię, przydeptuje go, po czym odchyla kawałek swojej przydługiej i rozciągniętej koszulki, odsłaniając część klatki piersiowej. - Wciąż marzy mi się w lewym.
Papieros okazuje się zbawieniem, ale i przekleństwem. Ratuje przed bezczynnością, doprowadzając jednak do tego, że suche gardło drapie i w połączeniu z zadanym pytaniem, wywołuje idiotyczną reakcję w postaci kaszlu. Jakby się zawstydził. Jakby znów miał piętnaście lat. Cholera. Chrząka, jakby miało to uratować go przed niezręcznością, choć wątpi by dało wyjść się z tego z twarzą.
OdpowiedzUsuńWcale nie ma zamiaru spoglądać na jego odsłoniętą klatkę piersiową ani rozmyślać o tym, co mógłby zrobić z tymi sutkami, gdyby tylko dopadł je pomiędzy swoje wargi. Nawet zastanawianie się nad tym, jak minęła mu noc wydaje się nieodpowiednie. Klnie, tym razem nie w myślach, tylko na głos, co uświadamia sobie o chwilę za późno. To jednak otrzeźwia go na tyle, że znów czuje się silnym, a przede wszystkim dorosłym mężczyzną. Nie może zachowywać się jak kretyn.
- Przestać błaznować - mruczy, przewracając oczami. - Nie wiem, kogo miałoby to kręcić - dodaje z niesmakiem, aktorsko wygrywając Oscara za to niecne kłamstwo.
Przez cały czas z uwagą przygląda się jego twarzy, nie chcąc przeoczyć ani jednej zmiany w jej wyrazie. Nie spodziewa się jednak aż tak gwałtownej reakcji, dlatego odruchowo unosi jedną brew. Taki widok wyraźnie go satysfakcjonuje i to do tego stopnia, że kolejne słowa, które słyszy, nie mają dla niego już większego znaczenia. Mimo to i tak postanawia brnąć w ten temat, uważając to za całkiem dobry sposób, by wyczytać z niego jeszcze więcej; poznać to, co on tak skrzętnie przed nim ukrywa.
OdpowiedzUsuń- Ricka kręci - odpowiada z przekonaniem, zupełnie niewzruszony postawą ojca. - Sam zaoferował, że z chęcią mi go zrobi - dodaje z cwaniackim uśmieszkiem, obejmując dłońmi własne ramiona z powodu doskwierającego chłodu. Nie ma zamiaru wchodzić do domu, nie teraz, gdy ma okazję przyjrzeć się prawdziwemu obliczu Roswella.
Próbuje się wyłączyć, zniszczyć połączenie między bodźcami zewnętrznymi, a receptorami, dzięki którym to wszystko ma jakieś znaczenie. Bo nie powinno. To oczywiste. A jednak drażni go fakt, że chłopak pogrywa sobie z nim w tak otwarty, perfidny sposób. Co gorsza, nie może powiedzieć nic na ten temat, bo wyda się, da mu pewność, że zauważa. Działając jak dotychczas może wmawiać całemu światu, że to nieszczęśliwe zbiegi okoliczności, że obaj byli pod wpływem alkoholu i dzieciak trochę się zapędził. Na skraju świadomości pojawia się jednak myśl, że nic w jego zachowaniu nie jest przypadkowe.
OdpowiedzUsuń- No skoro Ricka kręci to nie wiem na co czekasz - prycha, zgniatając filtr papierosa ustami. Ciśnie mu się przez gardło pytanie, kim jest ten pieprzony chłopak, ale nie ma odwagi zapytać, nie ma siły użerać się z własną bezsilnością.
Przewraca oczami, słysząc te słowa. Przecież ledwie chwilę temu przedstawił sytuację, lecz najwidoczniej w niewystarczająco jasny sposób.
OdpowiedzUsuń- Większość znajomych spoza pracy wciąż powtarza, że to pedalskie - rzuca w odpowiedzi, bez większego zastanowienia. Nadal nie przestaje patrzeć na twarz mężczyzny. - W sumie nie przejąłbym się, gdyby nie to, że sami są gejami - mówi dalej całkiem swobodnie.
W gruncie rzeczy wcale nie uważa, iż jakkolwiek sobie z nim pogrywa. Za to śmiało mógłby posądzić o to Roswella, skoro to on ewidentnie jest z nim nieszczery, pomimo całej otwartości z jego strony.
Gasi niedopałek podeszwą buta i dopiero wtedy odwraca się w stronę syna, ręce krzyżując na torsie. Mruży delikatnie powieki, nie wrogo, raczej niczym zaciekawione zwierzę. Zasysa dolną wargę w zastanowieniu, po czym wypuszcza powietrze z płuc i cmoka z dezaprobatą.
OdpowiedzUsuń- I myślisz, że jestem odpowiednią osobą do udzielania rad na temat kolczyków w sutkach? - pyta, jedną brew unosząc do góry. - Synek, co robisz ze swoim ciałem, umysłem i życiem to Twoja sprawa. Oczywiście dopóki będziesz pojawiał się na obiedzie u babci w niedzielę... - kończy z łagodnym uśmiechem. Na sekundę zapomina o niezręczności całej tej sytuacji i mierzwi chłopakowi włosy, jak to miał w zwyczaju parę lat temu.